Navajo cruiser
26paź, 2020

W obszernym nekrologu zamieszczonym w New York Timesie z 28 października 2008  napisano: „Tony Hillerman, były dziennikarz, którego silnie oddziaływujące na wyobraźnię powieści kryminalne rozgrywające się wsród Nawahów na Południowym Zachodzie i które nadały powieści detektywistycznej nowy kierunek, a z niego uczyniły autora bestselerów zmarł w niedzielę w Albuquerque. Miał 83 lata. (…) W światku autorów kryminałów Mr Hillerman był nieczęsto spotykaną postacią: popularny autor bestsellerów, adorowany przez wielbicieli,  podziwiany przez kolegów, szanowany przez krytyków. Choć tematy jego powieści nigdy nie były  otwarcie polityczne, pisał w określonym celu: a tym celem było wzbudzenie w czytelnikach szacunku dla kultury indiańskiej. Jego opowieści głęboko zanurzone w świecie jak najbardziej współczesnych przestępstw często opisują ludzi usiłujących zachować dawne tradycje w nowoczesnym świecie. Jego książki są niezywkle pouczające na temat plemiennych wierzeń i obyczajów, od rytuałów oczyszczenia do tabu kazirodztwa (…)”

W 1991 roku Tony Hillerman otrzymał nagrodę American Anthropological Association, zwaną Antropologia w Mediach (Anthropology in Media Award -AIME), przyznawaną co roku za popularyzację wiedzy o kulturze. W 1988 i 1989 roku dwie jego książki znalazły się na liście bestsellerów New York Times’a i autor stał się szeroko znany,  nie tylko na terenie Południowego Zachodu, gdzie lista jego wielbicieli od czasu debiutu z roku na rok systematycznie rosła. Wydana w roku 1970, pierwsza powieść została nawet nominowana do nagrody imienia Edgara Allana Poe, prestiżowej nagrody dla twórców kryminałów. Nagrodę tę przyznano mu za drugą powieść Dance Hall of the Dead wydaną w roku 1973. Od tego czasu ten płodny i wszechstronny pisarz napisał serię 18 powieści detektywistycznych, 4 powieści niekryminalne, nagrodzoną autobiografię, książkę dla dzieci. Był redaktorem oraz autorem wielu książek podróżniczych o regionie Południowego Zachodu, oraz autorem dużej liczby esejów.

Powieści, które pisał tworzą odrębny gatunek jaki  można nazwać antropologiczną powieścią detektywistyczną, gatunek unikalny w powieści kryminalnej i choć Tony Hillerman nie jest już jedynym pisarzem go tworzącym, to był tym który go rozwinął i doprowadził do perfekcji. Do listy nagród jakie otrzymał Hillerman dodać należy niezywkle ważną dla niego nagrodę otrzymaną od plemienia Nawahów w 1987 roku podczas dorocznego Kiermaszu Nawahów w postaci specjalnej plakietki z tytułem „Przyjaciel Dineh” jako „wyraz uznania i przyjaźni za autentyczne przedstawienie siły i godności tradycyjnej kultury Nawahów”(253- Seldom)

Tony Hillerman urodził się w  Sacred Heart w Oklahomie 27 maja 1925 roku. Jego ojciec był nauczycielem w wiejskiej szkole i prowadził wiejski sklep z artykułami przemosłowo-spożywczymi, a matka zajmowała się dziećmi i gospodarstwem. W osadzie znajdowała się szkoła St Mary’a Academy, do której chodził wraz z rodzeństwem. Była to szkoła z internatem dla indiańskich dzieci z przesiedlonych plemion Seminoli i Potawatomi, z którym Tony i jego rodzeństwo przyjaźniło się i bawiło znakomicie. Po zakończeniu nauki w szkole średniej w Konawa w Oklahomie, w 1942 roku rozpoczął naukę w Oklahoma Agricultural & Mechanical College.  Czasy były ciezkie i musiał dorabiać jako pomywacz i robotnik drogowy, by uiścić opłaty za szkołę. Zakończył naukę kiedy starszy  brat zaciągnął się do wojska i musiał się zająć prowadzeniem rodzinnej farmy. Po śmierci ojca i za zgodą matki, dla której w swej biografii nie szczędził pochwał, bo zawsze zachęcała go do poszukiwań i nigdy nie narzekała na nic, poszedł w ślady brata i  zaciągnął się do armi. W 1944 walczył we Francji. Za udział w ofensywie w Ardenach został odznaczony Srebrną i Brązową Gwiazdą. W 1945 został ciężko ranny, czasowo oślepiony, miał połamane nogi i ciężkie oparzenia. Otrzymał odznakę Purpurowego Serca.  Po paromiesięcznym pobycie w szpitalu powrócił do Oklahomy. W 1946 dzięki ustawie o kombatantach, która zapewniała dofinansowanie studiów dla weteranów zapisał się na uniwersytet Oklahomy . Na dziennikarstwo skierowała go zachęta znajomej matki, dziennikarki, która czytała jego listy z frontu i uznała że posiada talent literacki. W 1948 roku ożenił się z Marią Unzner i razem wychowali sześcioro dzieci, z czego piatka to dzieci adoptowane. Po ukończeniu studiów zatrudniał się w różnych gazetach, w Teksasie i Oklahomie. Pracował dla United Press w Oklahoma City, a  w 1952 roku został szefem biura United Press w Santa Fe, w Nowym  Meksyku. W 1954 roku został redaktorem naczelnym dziennika Santa Fe New Mexican. Pomimo udanej kariery nie porzucił marzeń o pisaniu powieści i w 1963 roku porzucił pracę i zapisał się na Uniwersytet Nowego Meksyku na  studia magisterskie. Po ich ukończeniu został na wydziale dziennikarskim i nawet został jego dziekanem.  Nie przestawał jednak myśleć o pisaniu powieści.  Ponieważ zawsze lubił kryminały, a jednym z jego ulubionych pisarzy był Australijczyk Arthur W. Upfield, którego detektyw Napoleon Bonaparte był półkrwi aborygenem, postanowił napisać  kryminał rozgrywający się w rezerwacie Nawahów.

W swojej nagrodzonej biografii Seldom disappointed (s.157-158) wspominając pracę kierowcy ciężarówki, jakiej się podjął w oczekiwniu na rozpoczęcie studiów w lecie 1945 ,pisał : „Na południe od Borrego Pass, tuzin jeźdźców wyłonił się z zarośli na zboczu. Zatrzymałem się i patrzyłem jak przechodzą przez drogę przede mną i nikną w suchym łożysku strumienia. Jeździliśmy po terenie rezerwatu Nawahów przez długie godziny, i, co dla mnie wychowanego wśród Indian, nie było żadną niespodzianką, widywaliśmy ich odzianych zwyczajnie, jak to ludzie na wsi. Ale ci jeźdźcy byli wyraźnie przybrani do jakiejś ceremonii, a ich przewodnik, dzierżył coś co wyglądało jak flaga na kiju, który gdyby to byli Kiowa albo Komancze nazwałbym „coup stick”. Wzbudzili moje ogromne zainteresowanie. (…) Powiedział mi (miejscowy farmer), że grupa, którą widziałem to grupa nosicieli lancy, która dostarcza niezbędne rekwizyty do ceremoni zwanej Enemy Way – Ścieżka Nieprzyjaciela. Słyszał, że odprawiają ją dla kilku młodych Nawahów, którzy właśnie wrócili z wojny, podczas której walczyli z Japończykami w szeregach piechoty morskiej. Ceremonia Enemy Way miała oczyścić ich ze zła, o jakie niewątpliwie się otarli obcując na co dzień ze śmiercią oraz przywrócić im stan harmonii i równowagi  z plemieniem”.(158- Seldom). Hillerman często wspomina to pierwsze spotkanie bowiem od niego zaczęła się jego fascynacja tym niezwykłym plemieniem. Swoją pierwszą powieść pragnął zatytułować Enemy Way właśnie na pamiątkę owego spotkania, ale za sprawą wydawcy tytuł został zmieniony na mniej groźny Blessing Way.

Hillerman pisał powieści kryminalne, które choć szczegółnego rodzaju mieściły się w formule gatunku. Zaczynał od opisu zbrodni, potem wprowadzał detektywa i śledził jego postęp w dochodzeniu do rozwikłania zagadki. Jego odmienność i oryginalność polega na wprowadzeniu postaci detektywów, funkcjonarouszy plemiennej policji Nawahów : Joe Leaphorna i Jima Chee stacjonujących i działających w rejonie Four Corners, głównie na terenie rezerwatu Nawahów, ale też na jego obrzeżach,  tam gdzie spotyka się wiele plemion Pueblo, Hopi, Zuni,  w tak zwanym Pustym Kraju z dala od miejskich skupisk.

Południowy Zachód to teren na którym Hillerman spędził swoje życie. Przez wiele lat pracował tam jako dziennikarz, uczył na uniwersytecie, podróżował, słowem region zna nie tylko jako jego mieszkaniec, ale także jako zawodowy obserwator doskonale znający jego historię, geografię, i przejawiający niesłabnącą wrażliwość na tej krainy niezwykłe i niepokojące piękno. Pracą magisterską Hillermana obronioną na Uniwersytecie Nowego Meksyku był wydany później w wersji książkowej pod tytułem Great Taos Bank Robbery zbiór krótkich esejów na temat historii i kultury Nowego Meksyku, przepięknie napisanych z  werwą i humorem przez głęboko zakorzenionego w klimacie miejsca mieszkańca.  Zanim przejdziemy do omówienia powieści Hillermana kilka słów o tak ważnym dla niego obszarze.

Pisał , że Nowy Meksyk sprawia, że chce mu się pisać: „Nowy Meksyk obfituje w takie miejsca, w których przychodzi nagle szczególny nastrój, domagająca się realizacji potrzeba pisania. Miejsca, które na mnie w ten sposób oddziaływają mają pewne cechy wspólne. Są puste i odludne. Wywołują wrażenie wielkiej przestrzeni i obcości, i mają w sobie coś, co możnaby nazwać groźną niegościnnością.

Jedno takie miejsce znajduje się na  wschód od drogi nr. 54, na północ od Tularosa, przy starej stacji obsługi zwanej Three Rivers. Droga przeskakuje przez  tory kolei Southern Pacific, do podnóża Sierra Blanca i przekracza wysoki, porośnięty trawą grzbiet. W lipcowe popołudnie widok stamtąd sugeruje niegościnną planetę. Postrzępiony skalny grzebiet Sierra Oscura wznosi się 50 mil na zachód, a kotlina Tularosa poniżej niknie w mgle gorącego powietrza. Jeżeli wespniesz się wystarczająco wysoko i światło akurat jest odpowiednie, to zabaczysz w kierunku południowo zachodnim skrzącą się linię gipsowych wydm Białych Piasków, a poniżej Oscuras czarną smugę  wyłożonego lawą pustkowia.

Dla mnie to jest jedno z magicznych miejsc Nowego Meksyku. Wygląda na to, że ta magia działała zawsze. Myśliwi wieku kamienia przebywali na tym samym grzbiecie. Używali go, bo jak przypuszczam, mieli stąd znakomity widok na szlaki wędrującej zwierzyny. I w trakcie oczekiwania na jej pojawienie się pokryli skały petroglifami zwierząt, ludzi  i swych mitów. Niektóre z nich przypominają dzieła Miro, Klee lub Picasso. Oznacza to, że siedzenie wśród tych bazaltowych głazów, kiedy jedynym dźwiękiem jest szum wiatru w trawie, a wokół rozpościera się jałowy bezmiar Kotliny Tularosa, stymulowało różne wyobraźnie, które były tu dużo wcześniej niż moja” (Spell, 3)

Wielu ludzi zachwycało sie klimatem i pejzażem Południowego Zachodu. D.H. Lawrence, który prawie rok spędził w Taos w Nowym Meksyku pisał: „We wspaniały, surowy poranek w Nowym Meksyku człowiek zrywa się ze snu, wyrywa z marzenia, nowa część duszy budzi się nagle i stary świat ustępuje miejsca nowemu.” Charles FletcherLummis (1859-1928), który  pierwszy użył określenia Southwest – Południowy Zachód podczas swej zadziwiającej, pięciomiesięcznej  pieszej wędrówki z Cincinnati do Los Angeles w 1884 roku, tak pisał w jednej ze swych książek: ” Bez wątpienia, na całej ziemi nie ma drugiej takiej krainy, tak bogatej w uroki, czar, różnorodność, i mnogość cudów krajobrazowych i właściwych ludziom jak Południowy Zachód” (s. 15 –  Mesa Canion and Pueblo)

Południowy Zachód to kraina rozciągająca się na południe od stoków Gór Skalistych, na zachodzie ograniczona rzeką Kolorado, na wschodzie dochodząca do rzeki Pecos powoli przekształcająca się w Wielką Prerię, a na południu ograniczona granicą z Meksykiem, choć ten sam krajobraz i kultura ciągnie się głębiej w terytorium Meksyku. Z północy na południe przecina Południowy Zachód  kontynentalny Dział wodny, na wschodzie Rio Grande i Pecos zbierają wodę z potokow i rzeczułek do Zatoki Meksykańskiej, a na zachodzie potężna Kolorado i jej wielkie dopływy Rzeka San Juan,  Salt, Little Kolorado i Gila ściągają wodę do Pacyfiku.

Teren jest bardzo różnorodny. Przecinają go wyniesienia, których strome zbocza tną ziemię w głębokie kaniony lub wynoszą w górę tworząc stołowe płaskowyże zwane mesami, ciągną się tu pasma górskie,  a szerokie dna dolin urozmaicone są fantastycznymi samotnymi ostańcami. Ukoronowaniem północnej części  jest malownicza i tajemnicza Monument Valley. Im bardziej na południe tym bardziej robi się płasko i  pustynnie, aż w końcu suche powietrze zaczyna wirować od gorąca wokół kaktusów saguaro. Roślinność też jest różnorodna w zależności od strefy klimatycznej– sosnowe lasy na północy i w górach, niżej roślinność pustynna, jałowce, juka, karłowate sosny pinion, bylice wszelkiego rodzaju zwane tu sagebrush, , wreszcie kaktusy, saguaro i pustynne trawy. Cieszy oko kolorystyka zmienna i  niezwykła, czerwień skał, biel pustynnych kwiatów, błękitne niebo, wszelkie odcienie zieleni i szarości, i żółci , o zmierzchu głębokie fiolety . W suchym powietrzu widać daleko, wzrok sięga po horyzont dając uczucie bezmiaru i ogromu sprzyjające duchowym przemyśleniom.

Fantastyczne skały, skalne czerwone wieże, strome zbocza, na których erozja odsłoniła różnobarwne warstwy skalne pozwala laikowi zrozumieć głębię czasu geologicznego, odnaleźć uczucie obcowania z prastarym miejscem  przesyconym wiekową historią, uczucie spotęgowane obecnością wpisanych w występy skalne ruin osad przenoszących wymiar historii ziemii w wymiar historii ludzi. Ludzie mieszkali tu bowiem od wieków. W tym spektakularym pejzażu osiedli przed wiekami  i zachowali ciągłość kultury – stąd poczucie zakorzenienia owych kultur w tej ziemi, z której na pierwszy rzut oka nie da sie wyżyć.

Południowy Zachód to obszar  kulturowy, który choć intuicyjnie odrębny niełatwo poddaje sie precyzyjnej definicji kulturowej. W końcu jego nazwa odnosi się do położenia geograficznego i wyraźnie widać ze została utrwalona przez przybyszów z Północnego wschodu – antropologów i archeologów urzeczonych krainą. Nazwa  zakorzeniła się i oznacza południowo-zachodni obszar Ameryki Północnej, większość obszaru Nowego Meksyku, Arizony,  południowe Kolorado i Utah, zachodni Teksas i północne stany Meksyku – Sonora, Chihuahua, Durango,  Nueva Leon, itp. Można powiedzieć generalnie, ze Południowy Zachód rozciąga się od Durango w Kolorado do Durango w  Meksyku i od Las Vegas w Newadzie do Las Vegas w Nowym Meksyku (handbook s.22).

Kulturowy obszar zwany Południowym Zachodem zmieniał granice w czasie, zachowując ciągłość cech kulturowch  wyróżniających go wyraźnie. Tymi cechami są stałe osady ze stosunkowo gęstym zaludnieniem, zróżnicowane formy architektoniczne – ziemianki, jacals, budowle z adobe, obecność konstrukcji poświęconych kultowi religijnemi jakimi są  podziemne kiwy, obecność rolnictwa z wykorzystaniem szeregu metod nawadniających, uprawa kukurydzy, fasoli, dyni, bawełny, tytoniu, obecność garncarstwa zdobionego kolorem, tkactwo,  słabe hierchizacja społeczna,  zdolność do organizacji komunalnych prac – niezbędnych przy irygacji, słabo rozwinięta kultura wojny, wypracowane ceremonie religijne, kontrola spoleczna raczej przez struktury regilijne niż polityczne. (handbook s23)

Stanowiska kultur prehistorycznych ProtoIndian sprzed 12 tys lat znaleziono w Clovis i Folsom w Nowym Meksyku. Rewolucja neolityczna przybyła na Południowy Zachód z Meksyku około 2 tysięcy lat p.n.e. dając początek kulturom Mogollan, Anasazi i Hohokam. Hohokam rozwijała się w pustynnych okolicach dorzecza rzeki Gila i Salt w Arizonie. W Nowym Meksyku na południu rozwinęła się kultura Mogollan, a na północ w rejonie Four Corners  kultura Anasazi. Słowo Anasazi pochodzi z języka Nawahów i oznacza „pradawnych ludzi” starożytnych mieszkańców. Kultura Anasazi rozwinęła się około 400 lat przed naszą erą. Powoli przechodziła ewolucje i jej kształt najbardziej spektakularny to okres od 700 roku naszej ery kiedy to ludność zamieszkała domostwach skalnych, pueblach. Złoty wiek Anasazi przypada na okres 1100-1300 naszej ery i dzisiejsi Indianie Pueblo, sa jej bezpośrednimi potomkami. Ślady tej kultury rozrzucone po całym terenie to ruiny ukryte w skalnych występach imponujące budowle w Mesa Verde i Canyon de Chelly. Skarby archeologiczne tego terenu, systematycznie odkrywane przez archeologiczne ekspedycje naukowe takiej jak stara ceramika i krzemienne ostrza są przedmiotem pożądania i handlu, a ich ogromna wartość na tyle kusząca, że można tak jak Hillerman wyobrazić sobie złodziei grobów czy plądrujących ruiny handlarzy, którzy nie cofną się przed zbrodnią, by zdobyć starożytny przedmiot.

W 1540 roku przybyli tu Hiszanie. Wicekról Antonio de Mendoza  wysłał dużą ekspedycję na czele której stanął Francisco Vasquez de Coronado, gubernator prowincji Nowa Galicja. W skład wyprawy wchodził franciszkanin Marcos de Niza, 292 żółnierzy, poszukiwaczy fortuny i przygody, 800 Indian, bydło i tabory. Podróż trwała długo, była trudna, ale oczekiwane bogactwa dodawały sił wytrwania. W lipcu 1540 roku przybysze dotarli do osady Zuni i spotkało ich rozczarowanie. Nie bylo to jedno ze Złotych Miast Ciboli. Miasto niewielkie, a do tego mieszkańcy z nieznanych powodów nie chcieli wpuścić przybyszów w granice Puebla. Rozpoczęła się walka, podczas której strzały indiańskie nie miały szans z hiszpańskimi muszkietami. Pierwszy kontakt nie wróżył niczego dobrego.

Coronado ustanowił swą siedzibę w Pueblo Tiguex, w pobliżu dzisiejszego  Bernalillo w Nowym Meksyku. Przez dwa lata wyruszały stąd hiszpańskie wyprawy  penetrujące okolicę w nadziei na znalezienie złota, a mieszkańcy Puebla cierpieli ciężar utrzymywania awanturniczych żołnierzy. W końcu zbuntowali się, a ich opór został krwawo stłumiony przez Hiszpanów. Stosunki między Hiszpanami a Indianami Pueblo, od początku pełne były nieufności, strachu i wrogości. Coronado nie znalazł złota i w 1542  wrócił do Meksyku.

Hiszpanie powrócili w 1598 roku,  by zostać i uprawiać ziemię, kolonizować, zakładać kopalnie, szukać ukrytych w ziemi cennych minerałów. Karawana licząca ponad 500 ludzi, ogromnym stadem bydła i z Juanem de Oñate na czele  dotarła do Nowego Meksyku w sierpniu 1598  roku i ustanowiła bazę w Pueblo Ohke, które Oñate przemianował na San Juan. Oñate żądał od tubylców bezwzględnego posłuszeństwa i bezwarunkowego podporządkowania. Bunty tłumił krwawo. Zbuntowanych Indian z Acoma, którzy przeżyli bitwę z grudnia 1598 roku skazał na 26 lat niewolniczej pracy, dzieci zabrał rodzicom i oddał w ręce hiszpańskie, a wszystkim mężczyznom powyżej 25 roku życia rozkazał obciąć po stopie. Po kilkudzięsieciu latach  rządów hiszpańskich ludność miejscowa była zdziesiątkowana, wiele osad indiańskich opustoszało, wiele Puebli zniknęło. Do wyzysku dołączyły się epidemie chorób przywleczonych z Europy, dewastujące ludność miejscową.

Pope, szaman z San Juan został wraz z 50ma innymi szamanami indiańskimi uwięziony przez Hiszpanów w Taos w roku 1675. Pobito go surowo. To doświadczenie tego charyzmatycznego przywódcę do zorganizowania powstania przeciwko Hiszpanom, które wybuchło w sierpniu 1680 roku i zdefiniowało dalszy kształt Południowego Zachodu. Jednego dnia powstali wszyscy Indianie Pueblo. Zabili księży, kolonistów z rodzinami, zburzyli kościoły. Hiszpańscy uciekinierzy schronili się w Santa Fe, skąd po 10 dniach oblężenia Indianie pozwolili im wyjść i opuścić Nowy Meksyk na zawsze. Na 12 lat Nowy Meksyk pozbył się hiszpańskich kolonistów. Ale wrócili. Na ich czele stał Diego de Vargas, w 1692 roku przywrócona została władza hiszpańska, a w 1700 roku można mówić o nowej kolonii. Jednak doświadczenie powstania zmusiło Hiszpanów do zmiany polityki wobec tubylców. Encomienda zostaly zniesione, praca misjonarska złagodniała i prowadzono ją ze zgodą na istnienie indiańskich praktyk religijnych. Tymczasem Pueblo nękani najazdami Nawahów przyjęli powrót Hiszpanów i ich obietnice zapewnienia wojskowej ochrony przychylnie. W wieku osiemnastym ukształtowało się społeczeństwo hiszpańsko-indiańskie z swoistą synkretyczną kulturą.

Panowanie hiszpańskie zakończyło się w 1821 roku. Nowo powstała republika meksykańska nękana problemami przez nastepne 25 lat usiłowała zachować kontrolę nad odziedziczonymi po koronie ziemiami. Amerykanie już od pewnego czasu osiedlali się i napływali na południowy zachód, głównie do Teksasu. W 1846 roku wybuchła wojna meksykańsko amerykańska zakończona traktatem podpisanym w Guedelupe Hidalgo. W połowie  XIX wieku kontrola Amerykanów nad tymi terenami była całkowita. Nowy Meksyk stał się terytorium amerykańskim, a w 1912 roku kolejnym stanem Unii.

Napływ Amerykanów zaczął się od  1821 roku. Jednym z pierwszych który znalazł tu możliwość wzbogacenia się był William Becknell z Missouri, który przybył do Santa Fe i zarobiwszy niespodziewanie dużo na wymianie towarów szybko powrócił do Missouri po kolejny ładunek wymiennych dóbr. To był początek szlaku Santa Fe i szybkiego rozwoju ekonomicznego tego regionu, ktorego  ukoronowaniem była budowa kolei transkontynentalnej pod koniec XIX wieku. Wraz z napływem kupców osadników, turystów i artystów zaczął sie na początku XX wiekyu kształtować obraz Południowego Zachodu jaki widzimy dzisiaj. Świat różnorodnych kultur mieszających się i egzystujących obok siebie. Mieszkaja tu  Latynosi, Amerykanie, w 19 pueblach indianie Tiwa, Tewa i Towa ze swymi polami i religią , której tajemnic pilnie strzegą, a także  Indianie Hopi i Zuni również zamieszkujacy puebla oraz Indianie Nawahowie i Apache.

Z tego kalejdoskopu żywych kultur Hillerman wybrał na swych bohaterów Nawahów, bo: „Zainteresowanie zasiane w 1945 roku rozwijało się. Firma United Press przeniosła mnie w 1952 roku ze stanowiska reportera w stolicy stanu Oklahoma City na stanowisko zarządzającego małym biurem United Press w Santa Fe. Santa Fe jest otoczone plemionami Pueblo, z ich skomplikowana religią, w której tak ważną rolę odgrywają postacie kachina i ich tajnymi bractwami zgrupowanymi wokół sekretnych kiwa. Indianie, których  poznałem pochodzili najczęściej z ciasno zabudowanych, małych puebli, z Santo Domingo, Santa Clara, San Juan albo San Ildefonso. Innymi słowy byli „z miasta”. Wspaniali ludzie, ale dla mnie tak naprawdę interesujący to byli ci ze wsi.  A tymi ze wsi, byli właśnie Nawahowie, całe 150 tysięcy, rozsianych na ogromnej przestrzeni rezerwatu w Arizonie, Nowym Meksyku i  Utah. Spróbuję napisać powieść kryminalną dziejącą się w „dużym” czyli głównym rezerwacie. Będzie w niej występował antropolog zajmujący się badaniami wierzeń Nawahów w czary.”(s.134 – Country boys).

Pierwsza powieść Hillermana Blessing Way, opublikowana w 1970 roku opowiada właśnie o antropologu z Uniwersytetu Nowego Meksyku, który wyrusza do rezerwatu, na wyraźnie zaproszenie swego kolegii ze studiów Joe Leaphorna, obecnie porucznika plemniennej policji Nawahów, i poszukuje materiałów do swej książki o wierzeniach w czary. Już na pierwszej stronach pojawia się postać Wilka Nawahów, postaci budzącej grozę, przerażenie. Choć głównym bohaterem powieści jest Bergen McKnee, antropolog to jednak postać Joe Leaphorna na tyle była intrygująca a jego rola w rozwiązaniu zagadki Wilka Nawahów na tyle znacząca, że w kolejnych powieściach została rozbudowana do postaci głównej.

Pierwsze doniesienie o Nawahach pochodzi z dokumentów misjonarzy hiszpańskich z 1626 roku gdzie nazywani sa Apaches de Nabaju. Nazwa Nawaho pochodzi od słowa z języka Tewa, a całe sformułowanie oznacza  Apaczów (czyli wrogów) z uprawnych pól, w odróżnieniu od  bardziej na wschód mieszkających Apaczów nie zajmujących się rolnictwem. Sami Nawahowie nazywają siebie Dine albo Dineh czyli po prostu Ludźmi.  W dokumentach hiszpańskich opisuje się ich jako lud prowadzący na półosiadły tryb życia, uprawiający kukurydzę i inne rośliny, ale przenoszący się w odległe rejony na polowanie, prowadzący handel wymienny z Indianami Pueblo. Z ludami Pueblo Nawahowie utrzymywali stosunki bardziej wrogie niż przyjazne, grabili i napadali na nich często. Mieszkali w rodzaju ziemianek i domach zwanych hoganami. W późniejszym okresie oddali się hodowli owiec i kóz, znali garncarstwo i tkactwo. Koce Nawahów szybko stały się słynne na całym południowym zachodzie bowiem wszystkie inne ustępowały im jakością.

Dine Bahane – historia Nawahów jest długa i posiada wiele wersji. Pewne aspekty świata obecnego, świata powierzchni nasej ziemi zostały stworzone wcześniej w światach dolnych i przeniesione na powierzchnię. Kiedy  Nawahowie wyłonili się z ziemi First Man i First Woman zbudowali pierwszy Hogan i w nim stworzyli wzorzec świata. Obszerne fragmenty historii o stworzeniu są recytowane podczas licznych ceremonii uzdrawiających, takich jak wspomniana Enemy Way. Geografia mityczna jest dobrze znana wszystkim Nawahom. Wyłonili się z ziemi w Dinetah w rejonie San Juan River. Dokładne miejsce wyłonienia się jest równie trudne do  zlokalizowania jak Ogród Edenu. Ale wiemy, że Pierwszy Męzczyzna mieszkał na Huerfano Mountain, a znalazł Changing Woman jako płaczące niemowlę na  szczycie Gobernador Knob. W tym samym regionie Black God pomógł Pierwszemu Mężczyźnie i Pierwszej Kobiecie powiesić gwiazdy na niebie, a kiedy to robili Kojot trickster podrzucił koc, w którym zgromadzono gwiazdy i utworzył Drogę Mleczną. Niedaleko stąd Changing Woman stworzyła pierwszych ludzkich Nawahów z fragmentów skóry startych z własnego ciała.

Na kulturę Nawahów wielki wpływ mieli Indianie Pueblo, którzy w wielkiej liczbie uciekali do Nawahów podczas panowania Hiszpanów. Mity o wyłonieniu się najprawdopodobniej powstał pod wpływem wierzeń Indian Pueblo. Nawahowie uważają się za rdzennych mieszkańców tego kraju, który został stworzony właśnie dla nich. W eseju  „Samo serce naszego kraju” – ze zbioru The Great Taos bank robbery pisze Hillerman : „Stoimy razem z Alexem Atcitty na zboczu, pod tym wielkim wałem obronnym czerwonego kamienia, który biegnie jak Chiński Mur wzdłuż południowego krańca kraju Nawahów. Na wschodzie wznosi się pokryty śniegiem i nieskazitelnie czysty szczyt Mount Tylor ponad wyraźnym kształtem Little Haystack Mountain. Na lewo zżarty erozją piaskowiec, pokruszone łupki, suche gałęzie pinon, o które zaczepiają się kłęby traw miotane porywistym wiatrem. Jest listopad roku nieprzerwanej suszy. Powietrze pachnie jesienią, sosnową żywicą, kurzem i pustką. Jedyne żywe istoty w zasięgu wzroku to jastrząb i niepocieszona krowa rasy Hereford. Jastrząb patroluje krawędź czerwonego płaskowyżu wypatrując nieostrożnych gryzoni. Krowa odpoczywa po poszukiwaniu czegoś do jedzenia i melancholijnie patrzy w kierunku Gallup.

– Wiesz – mowi Atcitty – dali nam do wyboru.  Połeć żyznej ziemi w dolinie rzeki Arkansas w Oklahomie, albo to.

Zatacza ręką koło i zawiera się w tym geście erozję, suche gałęzie, krowę i bezmierne  niebo o jarmarcznych kolorach zachodzącego słońca i uśmiecha się do mnie

– Kiedy zrozumiesz dlaczego wybraliśmy ten stos kamieni zamiast tamtej uprawnej ziemi wartej tysiąc dolarów za akr, zrozumiesz Nawahów”(17 Great Taos robbery)

Tego wyboru – pisze dalej Hillerman dokonali Nawahowie 28 maja 1868 roku. General William Tecumseh Sherman zaproponował przywódcom klanowym, wśród których był Barboncito, Manuelito, Ganado Mucho i inni, że w zamian za przysięgę, że już nigdy nie sięgną po broń rząd amerykański pozwoli im wybrać sobie ziemię, na której chcą zamieszkać. Mogli zostać w forcie Sumner w Nowym Meksyku, gdzie byli uwięzieni od 1864 roku, mogli się przenieść do rezerwatu w dolinie rzeki Arkansas, albo wrócić do swej dawnej ziemi – suchego pustynnego bezmiaru kanionów i płaskowyży zwanych mesami skąd zostali cztery lata wcześniej wykurzeni metodą spalonej ziemi, ich trzody wybite, hogany spalone.

Nawahowie jednogłośnie wybrali powrót. Mówił Barboncito„Jeżeli powrócimy do naszego własnego kraju  będziemy cię nazywali naszą matką i ojcem. Jeżeli została tam choć jednak koza wyżyjemy z niej wszyscy” (…) „ Pokładam nadzieję w Bogu, że nie zaproponujesz nam żadnego innego kraju tylko nasz własny. Kiedy Nawahowie zostali stworzeni, zostały im wskazane cztery góry i cztery rzeki w obrębie których powinni zamieszkać, i to był Dinetah. Changing Woman dała nam tą ziemię. Bóg stworzył ja specjalnie dla nas” (Taos robbery 18)

Jedna z tych gór jest Tso Dzil, Mount Tylor, Góra Turkusowa. Tutaj spoczywa głowa wielkiego Yei, którego ciało opasując krainę przechodzi przez Mount Blanco w paśmie Sangre de Christo, przez  Mount Hesperus w La Platas i sięga do San Francisco Peaks na północ od Flagstaff, otaczając Dinetah ochronnym pasem. Holy People zbudowali tę górę przy pomocy ziemi przyniesionej z Trzeciego Świata, ozdobili ją turkusami, białymi chmurami i żeńskim deszczem i przybili do ziemi magicznym kamiennym nożem i zostawili Tliish Tsoh (Bit Snake) żeby jej pilnował. Tutaj Bohaterowi Bliźniacy  rozpoczęli swoja kampanię uwolnienia ludzi od zamieszkujacyh Dinetah potworów i tutaj mieszka Turkusowa Dziewczyna pilnując serca kraju.

„Większość pierwotnego Dinetah można zobaczyć jadąc na północ  drogą nr 44 do rejonu Farmington- Shiprock i potem na południe drogą nr 666 do Gallup,  które to miasto poczuwa się i faktycznie jest indiańską stolicą Stanów Zjednoczonych Ameryki. Kilka wypadów na boki i można przejechać przez Świętą ziemię Nawahów. I jeżeli akurat będzie dobre światło, formacje chmur odpowiednio dramatyczne, zachód słońca ekspresyjny jak zwykle, to można przez moment zrozumieć dlaczego Nawahowie postanowili zatrzymać tą ziemię, która dała im Changing Woman i dlaczego Alex Atcitty rzucił dobrą pracę w Los Angeles i wrócił do domu. (Taos robbery-19)

Odpowiadając na często zadawane pytanie w jak rodzą się jego pomysły i  w jaki sposób stał się takim znawcą kultur indiańskich z regionu południowego zachodu Hillerman  pisze w swej biografii: „od razu poczułem się wśród Nawahów jak w domu. To byli tacy sami ludzie jak ci, wśród których dorastałem. Egzotyki doświadczałem raczej na zebraniach pracowników naukowych mojego uniwersytetu. Nawahowie jak Alex Etcitty, Austin Sam, James Peshlakai i wielu innych zdawali się wyczuwać od razu, że poważnie interesuję się ich kulturą. Pomagali mi. Kiedy powiedziałem Peshalakai, że chciałbym by mój bohater Jim Chee zabrał kobietę, do której się zaleca na tradycyjne wesele Nawahów to Peshalakai przysłał mi wideo z wesela swojej córki (…)  Kiedy miałem problem z Talking God, bo nigdy nie widziałem ceremonii Yeibichai, kluczowej dla intrygi, Austin Sam znalazł jedną i zabrał mnie tam (…)” (Seldom s.252)

Razem z ogólną ideą nieodmiennie zaczynam od lokalizacji, od jednego czy dwóch – miejsc w Rezerwacie, gdzie rozegra się akcja i od biura policji Nawahów skąd rozpoczyna pracę  mój Sherlock Holmes, itp. To daje mi wymówkę by tam pojechać i pokręcić się po okolicy, przyglądać się ludziom, wdychać atmosferę, rozmawiać z Ludźmi. To także jest okazja, by sprawdzić sens i żywotność detali kulturowych, które zamierzam wykorzystać.(Mystery, country boys, 141)  Gdzie indziej pisał: „ Kocham to miejsce – tak wielkie jak cała Nowa Anglia, krajobraz  fantastycznie zróżnicowany, kraina jak to ktoś kiedyś powiedział  „miejsca, którego dosyć i czasu” Potrzebuję tylko pojechać na zachód od Shiprock i do wielkiej pustki by poczuć jak mój duch zaczyna szybować. A pisanie o tym jest moim usprawiedliwieniem znakomitą wymówką, by tam pojechać. Z  jakiegoś powodu, który nigdy nie wydawał mi się sensowny, muszę zapisać w pamięci miejsca, w których rozgrywa się akcja moich powieści.(..) kiedy pisałem Blessing Way, zszedłem w dół do Canyon de Chelly, brodziłem w jego piaszczystym dnie i zbierałem wrażenia zmysłami (sposób w jaki wiatr brzmi tu nadole, jak brzmi echo, zapach szałwi bylicy i mokrego piasku, jak niebo wygląda z dna skalnego tunelu, dudnienie grzmotu podczas burzy, jak odbija się od jednej ściany kaniony do drugiej.)(Mystery, country boys s.138)

Detektywi  Hillermana, Joe Leaphorn i Jim Chee,  są Indianiami Nawahami, działają na terenie rezerwatu, zresztą problem dokąd rozciąga się ich jurysdykcja,  a gdzie mają prawo do działania agenci  FBI i funkcjonariusze innych plemion jest wątkiem niezmiennie pojawiającym się w każdej powieści. Fakt, że główni detektywi są członkami określonej grupy etnicznej nie jest w tych powieściach egzotyczną ozdobą tylko witalną częścią opisywanego świata. Oni rozumieją kraj i swoich współplemieńcow najlepiej.

Joe Leaphorn jest wykształconym – studiował antropologię na Uniwersytecie Nowego Meksyku –  znającym obie kultury człowiekiem. Patrzy na przesądy swojego ludu przez logiczne okulary, zdecydowanie odrzuca przesądy.  Poznajemy go jako czterdziestoletniego porucznika policji plemiennej posiadającego biuro w Window Rock – siedzibie plemiennego rządu. Charakterystyczna w jego biurze jest wisząca za jego biurkiem mapa rezerwatu i przyległych rejonow z wetkniętymi w nią różnokolorowymi pineskami przedstawiającymi rodzaj popełnionego przestępstwa. Leaphorn jest bardzo dumny z dziedzictwa Nawahów, ale nie podoba mu się i drażni go ich wiara w czary. Uważa, że zło jest wyborem, którego dokonują ludzie. Jego żelazna logika zmierza prosto do celu, nie wierzy w zbiegi okoliczności, jest metodyczny, cierpliwy i ma doskonałą pamięć. Hillerman pisał w drugiej powieści: Dance Hall of the Dead: „Leaphorn pochodził od Taaddi Dinee, z klanu Ludzi Mówiących Powoli. Ojcem jego matki był Nashibitti, wielki szaman, znający doskonale tekst ceremonii Beaty way i Mountain way i innych uzdrawiających rytuałów, człowiek tak mądry, że jak mówiono, ludzie z Beautiful Mesa dodali tytuł Hosteen do jego imienia zanim skończył trzydzieści lat – nazywali go Starym Człowiekiem, gdy był zdecydowanie zbyt młody  by zostać dziadkiem. Leaphorn wyrósł na kolanie Nashibittiego, kiedy ten był starcem nie tylko wiekiem ale i mądrością. Wyrósł wśród pasterzy owiec i myśliwych w rejonie Beautifil mesa, wśród rodzin pochodzących od tych, które wybrały śmierć, kiedy w 1864 roku przybyła konnica Kita Carsona.”

Nashibitti nauczył Leaphorna słów i legend Blessing Way, nauczył go jak Holy People powiedzieli Ludziom z Powierzchni Ziemi jak należy żyć, przekazał mu nauki Changing Woman – jednym celem człowieka było piękno, a to piękno można znaleźć tylko w harmonii, a owa harmonia natury była olśniewająco złożona.

„ Kiedy idzie żuk – mówił Hosteen Nashibitti – wiedz, że coś nim poruszyło.  I zapamiętaj, że jego ruch wpływa na lot wróbla, kruk zmienia kierunek lotu orła na niebie a sztywne skrzydło orła ugina się wobec woli Ludzi Wiatru, i pamiętaj, że to wszystko odziałowuje na mnie i na ciebie i nawet na pchlę na piesku preriowym  i liść topoli.”

Taka była zawsze puenta lekcji. Współzależność wszystkiego w naturze. Nie ma działania bez odzewu, każda przyczyna posiada swój skutek. Każda akcja wywołuje reakcję. Nic nie dzieje się bez powodu. We wszystkich rzeczach znajduje się wzorzec, a w tym wzorcu, piękno harmonii. W ten sposób człowiek uczy się żyć ze złem, przez rozumienie go przez odczytanie jego przyczyny. I tak człowiek uczył się powoli i medotyczie, jeżeli miał szczęście zawsze „poruszać się w pięknie”, zawsze szukać wzorca i go znajdować. (Dance Hall of the Dead r.7)

W tym fragmencie, w drugiej powieści Hillermana w której postać Leaphorna odgrywa już główną rolę kryje się główna zasady filozofii Nawahów  – idea hozho. Używaja oni tego terminu, by wyrazić szczęście, zdrowie, piękno kraju i piękno duszy, harmonię i współżycie ze wszystkimi elementami w przyrodzie. Jak pisze Gary Wihterspoon hozho tłumaczy się jako piękno ale oznacza dużo więcej, wszystko o czym Nawaho myśli, że jest dobre, piękne, sprzyjające człowiekowi, harmonijne, normalne, zdrowe, uporządkowane, idealne, doskonałe. Gladys Reichard wielka znawczyni  religii Nawahów uważa że oznacza doskonałość do jakiej człowiek powinien dążyć. Trudność przetłumaczenia tego określenia polega na tym ze zawiera ono znaczenie i estetyczne i moralne jednocześnie. Hozho dotyczy nie tylko pojedynczego człowieka i przyrody ale też społeczności. Celem Nawaho jest więc dożycie podeszłego wieku w stanie harmonijnego współżycia z przyrodą, ze społecznością i ze sobą. Owe doskonałe warunki są zakłócane przez  kontakt z ludźmi i rzeczami które uważa sie za szkodliwe za wcielenie przeciwieństwa hozho, wynikające ze złej woli, ze skażenia.

Jim Chee pojawia sie po raz pierwszy w czwartej z kolei powieści Hillermana, w People of Darkness. Jest dużo młodszy niż Leaphorn i bardziej tradycyjny. Pochodzi z  klanu, który wydał wielu szamanów i jego dar zapamiętywania rodzi nadzieje w rodzinie, że podobnie jak wuj Hosteen Frank Sam Nakai zostanie znanym singerem. Wykształcony, ale mocniej związany z tradycją. Aspiruje by zostać haatali – szamanem uzdrowicielem który zna na pamięć teksty świętych pieśni. Powieści Hillermana dzieją się współcześnie więc Chee uczy się tych tekstów na pamięć słuchając nagrań podczas swych patroli. Często wątpi czy można jednocześnie być policjantem i hataali. Musi swe kulturowe przyzwyczajenia kontrolować i przezwyciężać w pracy narażonej na ciągły kontakt ze złem i śmiercią. Wierzy, że istnienie czarowników i czarów jako zaprzeczenie Drogi Nawahów zostało wyjaśnione w micie o stworzeniu, który dobrze zna i który służy mu za punkt odniesienia w ocenie postępowania. Jest bardzo bystry, zrównoważony i dociekliwy, ma znakomitą pamięć. Pragnie by Leaphorn,  którego darzy wielkim szacunkiem docenił go i uznał za detektywa równego sobie. W  powieściach, w których obaj detektywi pojawiają się razem powoli i nie bez przeszkód nawiązuje się między nimi głęboka przyjaźń.

Materiał Tony Hillerman znajduje w głowie a potem gdy dopracowuje szczegóły: „Biorę moich znajomych Nawahów w krzyżowy ogień pytań, plączę się bezwstydnie przy sklepach (trading posts), posterunkach policji, rodeach, aukcjach tkanin, i miejscach zanurzania owiec. Dobre recenzje cieszą mnie bardzo, ale najbardziej cieszy mnie to, że zostałem ogłoszony najpopularniejszym autorem przez uczniów Indiańskiej Szkoły Św Katarzyny, a nawet bardziej, kiedy Nawahowie w średnim wieku mówią mi, że czytanie moich kryminałów ożywiło w ich dzieciach na nowo zainteresowanie Drogą Nawahów” (148)

„Moi czytelnicy kupują kryminał a nie tom antropologiczny. Z tego powodu moim priorytetem jest wartka akcja. Zasada do której przestrzegania się zmuszam mówi, że materiał etnograficzny  musi być nieodzowny dla fabuły. Nie jest w porządku robienie dygresji na temat zwyczajów małżeńskich Dine, albo sposoby w jakie płcie zostały rozdzielone w micie kreacyjnym, ani kar za naruszenie tabu kazirodztwa, chyba ze jest to niezbędne dla akcji. Nie mam dyplomu nauczyciela antropologii, moja wiedza została nagromadzona podczas trzydziestu lat przyjaźni, zaspakajania ciekawości, wędrowania po rezerwacie, i czytania tego, co napisali antropologowie.” (142)

Robi to bardzo zręcznie. W jego 18 powieściach roi się przykładów.  W pierwszej w Blessing Way – opisuje ceremonię Enemy Way – tą obserwowaną kiedyś dawno temu. Ceremonia ta odgrywana w celu odwrócenia szkodliwych skutków zbrukania jakie powoduje kontakt z czarami czy ze śmiercią. Opisuje początek ceremonii jednocześnie wskazując na charakterystyczne jej cechy ; malowidła na piasku i mitologię :

„Sandoval przykucnął  obok malowidła na piasku i powiedział Harleyowi Tsosie, by kolana umieścił na kolanach Corn Beatle. Pokazał mu, jak pochylić się do przodu, by dłonie znajdowały się na dłoniach figury. Kiedy Tsosie znalazł się w porządanej pozycji, Sandoval zaczął śpiewnie recytować tę część kiedy żuk zawiadomił Changing Woman, że jej synowie, zwani Bohaterskimi Bliźniakami, Pogromca Potworów i Dziecię Wody  wracają bezpiecznie do domu. Zaśpiewał ton wyżej podczas „lo lo lo” okrzyku chrząszcza i potem znowu niżej podczas fragmentu opowiadającego o Bohaterach Bliźniakach i ich wizycie u Słońca, io tym jak zabili potwora Ye-i. W hoganie było duszno i nagie plecy Tsosie lśniły od potu.  Jego przepaska biodrowa także zmieniła od potu kolor. To był dobry znak. Nieprzyjaciel wyłaniał się powoli. Sandoval był gotowy do następnego kroku. Posypal szczyptę pyłku kukurydzianego  na ramiona Tsosieego i kazał mu wstać i zejść z malowidła na piasku – ale bardzo ostrożnie, tak by wzór  nie został naruszony.

Sandovał był zadowolony z malowidła. Nie odprawiał Enemy Way od czasu zagranicznej wojny, kiedy to  młodzi wrócili ze służby w piechocie morskiej. Obawiał się że zapomniał już jak to zrobić. Ale udało się, w sam raz. Piasek z dna strumienia, jaki wysypał na klepisko hoganu  jako podkład był ciemniejszy niżby sobie tego życzył, ale widział, że będzie w porządku, jak się zaczął sypać kolorowy piasek tworzący postać Strażnika. Malowidło miało kształt kwadratu, tak jak uczył go ojciec, z otwarciem na wschód, żeby Holy People nie złapali się w  malowidło. (rozdział 10)”

W tym fragmencie występuje opis ceremonii zwanej ogólnie po angielsku chant – charakterystycznych dla kultury Nawahów. Ceremonia może trwać do  9 dni – w jej trakcie śpiewa się w określonej kolejności pieśni, których może być kilkaset.

W People of Darkness Hillerman slowami Jima Chee opowiada o czarach:

„Czy wiesz co to są Wilki Nawahów?

– wydawało mi się, że wiem odpowiedziała Mary – Czy to nie to samo co czarownice białych ludzi i czarownice ogólnie, takie jak nasze Laguna-Acoma czarownice? – roześmiała się – czarownice z myślnikiem? (…)

-U Nawahów to jest tak, że czary to odwrotność Drogi Nawahów. Holy People nauczyli nas, że  celem życia jest ho’zho. Nie ma na to słowo odpowiednika po angielsku. To kombinacja piękna, harmonii, bycia nastrojonym, pasować, poddawać się nurtowi, odczuwać spokój, wszystkie te znaczenia razem zamknięte w jednym słowie. Czary to w zasadzie, odwrócenie tej idei do góry nogami. Istniej oczywiście mitologia wokół tego.  Zostaje się czarownicą po pogwałceniu podstawowych tabu – jak zamordowanie krewnego, popełnienie kazirodztwa i tak dalej. Do tego masz pewne moce – możesz zamienić się w psa albo wilka. Możesz latać. I masz moc, żeby sprawić by ktoś zachorował. To jest przeciwieństwo pozytywnej mocy którą przekazali nam Holy People – mocy uzdrawiania przez przywrócenie ich do stany ho’zho. Z powrotem do piękna. I podsumowując, czarownik nie potrzebuje motywu, by wysadzić studnię. To zła rzecz wysadzać ludzi. I to cały motyw jakiego potrzebuje skinwalker.” ( People of Darkness, r.24

W powieściach występuje też krajobraz. Na przykład Canyon de Chelly – serce kraju Nawahów, do którego wejście znajduje się w pobliżu miasta Chinle. Kanion był miejscem zamieszkania na długo przed przybyciem Nawahów, śladem ciągłego zamieszkania  przez Ludy Anasazi są liczne pozostawione w nim ruiny. Dla Nawahów to miejsce w  którym  mieszka ich największy Yei – Talking God i skąd Changing Women opuściła ziemię, by połączyć się ze swym małżonkiem słońcem.

Z książki Thief of time:

“Księżyc wzniósł się ponad ścianą klifu za jej plecami.  Na ubitym piasku łożyska rzeczki cień piechura układał się w dziwny wydłużony kształt. Czasami przypominał czaplę, czasami jedną z tych figur z petroglifów Anasazi. Ruchomy piktogram, jego ręce poruszające się rytmicznie w miarę jak cień płynął po piasku. Czasami, kiedy ścieżka dzikich kóz zakręcała i piechur ustawiał się profilem do księżyca, jego cień stawał się samym Kokopelli. Z plecaka powstawał groteskowy garb nadprzyrodzonej istoty, a laska tworzyła na cieniu zakrzywiony flet Kokopellego. Widziany z góry, cień sprawiłby że każdy Nawah uwierzyłby, że potężny Yei, którego północne klany nazywają Ten co zrasza wodą (Water Sprinkler) przybrał widzialną postać. Gdyby Anasazi powstał ze swego tysiącletniego grobu umieszczonego w wysypisku śmieci pod ruinami, zobaczyłby Garbusa Flecistę, niesfornego awanturnika, bożka płodności swego zaginionego ludu. Ale cień był tylko kształtem doktor Eleonor Friedman –Bernal,  zasłaniającym światło październikowego księżyca. (Thief of time)

 

Pisze Hillerman: „Najlepszą recenzję otrzymałem od bibliotekarki Nawaho, z którą dyskutowaliśmy powieści pisarzy indiańskich Leslie Silko (Ceremony), James Welch (Winter in the Blond), i N. Scott Momaday (The Mouse made of Dawn). Oni są artystami – powiedziałem – a ja jestem gawędziarzem”.

-Tak – odpowiedziała – Czytamy ich  i ich książki są piękne. Mówimy – tak to jest o nas. Taka jest rzeczywistość. Ale zostajemy zasmuceni i pozbawieni nadziei. Kiedy czytamy o Joe Leaphornie albo Jimie Chee, o Old Man Tso, albo Margaret Cigaret i Tsossies i Begays powtarzamy znowu – tak to my, to jest o nas. Ale tym razem wygrywamy. Jak historie opowiadane przez nasze prababki, one sprawiają, że czujemy się dobrze będąc Nawahami” (147- country boys)

Ewa Dzurak

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.