Indianie i antropologia

Od czasu pierwszego spotkania rdzenni mieszkańcy oby Ameryk budzili naturalne zainteresowanie przybyszów z Europy. Wiele materiałów na temat ich kultury i języków zachowało się w dokumentach różnych urzędów kolonialnych i misyjnych, w pamiętnikach podróżników, w sprawozdaniach z operacji militarnych, w lokalnych publikacjach.

Dlatego etnografia czy antropologia amerykańskich Indian może zacząć się od przybycia Kolumba, który w swych listach powielał obrazy fantastycznych „dzikich” ludów o jakich opowiadali sobie Europejczycy od wieków. Przedstawiał napotkanych tubylców w dwojaki sposób albo jako łagodne, pokojowo nastawione dzieci natury, albo jako krwiożercze bestie lubujące się w zadawaniu tortur i przemocy.

Krzysztof Kolumb nakazał Ojcu Ramonowi Pané, w 1493 roku, spisać wierzenia ludu Taino i Arawaków. Jego relacja opisuje wierzenia i obrzędy ludów ówczesnego Haiti. Jest to pierwsza praca „etnograficzna” na temat tubylców amerykańskich, pierwsze tłumaczenia tubylczych tekstów i notowania obserwacji ich życia i zwyczajów. Później inni misjonarze hiszpańscy – Bernardino de Sahagún, Diego de Landa, Hernando de Soto, Cabeza de Vaca, Bartolomé de las Casas – pisali o Indianach, uczyli się ich języków, notowali obserwacje, nierzadko stawali w ich obronie. Wyprawa Francisca Vazquez de Coronado z 1540-42 roku przyniosła opisy kilku indiańskich puebli i Indian Prerii.

W XVII I XVIII wieku relacje między przybyszami a tubylcami na terenie kolonizowanym przez Anglików i Francuzów toczyły się wokół wymiany handlowej, przede wszystkim wokół handlu futrami. Dużą rolę odgrywali też misjonarze, którzy notowali obserwacje o kulturze i językach Indian, potencjalnych wiernych.  W XVIII wieku dzieło Jezuity, ojca Josepha-François Lafitau na temat Irokezów, opublikowane w 1724 roku pod tytułem “Customs of the American Indians compared with the customs of primitive times” było pierwszą praca etnograficzną z tego obszaru Ameryki. Opisywał różne aspekty kultury Indian, ich organizację społeczną, zajęcia, wierzenia, organizację polityczną, ceremonie, itp. Misjonarze zdawali sobie sprawę z wagi znajomości lokalnego języka dla skuteczności swej działalności.  W 1643 Roger Williams opublikował „A key into the language of America” – pierwszy systematyczny zapis tubylczych języków Nowej Anglii, głównie algonkińskiego języka narodu Narragansett.

Po ogłoszeniu niepodległości Stany Zjednoczone dokładniej zainteresowały się naturalnymi zasobami kraju i jego pierwotnymi mieszkańcami. W 1805 roku, po zakupie terytorium Luizjany od Francuzów, Thomas Jefferson zlecił wyprawę odkrywczą na Zachód z zadaniem odkrycia drogi wodnej do Pacyfiku. Meriwether Lewis i William Clark, którzy wyprawą dowodzili skrupulatnie notowali wszystkie informacje o napotkanych tubylcach. Jefferson wyposażył ich nawet w tym celu w specjalny kwestionariusz mający im ułatwić uporządkowanie tych obserwacji. Wyodrebnili oni w swych relacjach trzy tubylcze kultury – równin, płaskowyżu i północnego zachodu. Wyprawa Lewisa i Clarka posługująca się w obserwacji i relacjach na temat Indian stałym zestawem wytycznych-pytań była pierwszą próbą systematycznego badania kultur tubylczych.

W artykule zamieszczonym w 4 tomie Handbook of the North American Indian (1988), Nancy Lurie dzieli wzajemne stosunki między antropologami a Indianami na cztery okresy. Dla usystematyzowania historii antropologicznych badań wśród Indian posłużymy się jej chronologią. Z tego podziału widać wyraźnie, że antropologia amerykańskich Indian jest ściśle uzależniona od polityki rządu wobec rdzennych narodów.

Read more

Indianie i fotografia

„Fotografia to sprawa poważna i wielu ludzi do dziś

Pozwala na zrobienie sobie zdjęcia tylko tym, do których mają zaufanie”
(Leslie Marmon Silko, Opowiadaczka z Puebla Laguna, 21)

„(…) zdjęcie – to nie tylko obraz (jako dzieło malarskie), interpretacja rzeczywistości, ale także ślad, coś odbitego bezpośrednio ze świata, niczym odcisk stopy albo maska pośmiertna (…). (S. Sontag, O fotografii, 138)

“Fotografia może kłamać tylko co do znaczenia jakiejś rzeczy, gdyż z natury jest tendencyjna, ale nigdy w sprawie istnienia tej rzeczy” (S. Sikora, O fotografii między dokumentem a  symbolem, 66)

 

Fotografia jest zawsze śladem tego, co rzeczywiste. W ramach możliwości i ograniczeń technik fotograficznych zdjęcie rejestruje fragment rzeczywistości zawsze z jakiegoś powodu i w jakimś celu. Spełnia oczekiwania czy nadzieje, wpisuje się w panujący styl, podąża za powszechnie stosowanym formatem. Fotografa zapisuje, zatrzymuje moment z przeszłości. I ma tajemniczą moc przeniesienia widza w ten znieruchomiały, miniony czas. A przy tym pozycja fotografa jest zawsze niejednoznaczna. Z jednej strony to intruz odbierający momentowi prawo do przemijania, wycinający go arbitralnie z naturalnego biegu czasu, z drugiej to on właśnie jest tego momentu wybawcą, bo pomaga go zachować, zapamiętać, ocalić i odtworzyć.

Teraz z powodu wszechobecności fotografii znieczulamy się na jej magię. Zalew okolicznościowych fotek, elektronicznie podrasowanych, poprawionych i ulepszonych uniemożliwia poważne ich traktowanie (mowa tu o fotografii okolicznościowej, dokumentującej a nie o zdjęciach artystów fotografików). Tym mocniej uderza uroczysty charakter i powaga starych zdjęć. Wpatrywanie się w te kawałki niegdysiejszej rzeczywistości przenosi widza w inny czas.

Historia kolonizacji Indian splata się z rozwojem fotografii. Byli fotografowani, a potem filmowani, częściej niż jakiekolwiek inne plemienne ludy na ziemi. Fotograficzna kolekcja archiwalna ważnej instytucji, Muzeum Indian Amerykańskich w Waszyngtonie zawiera 90 tysięcy zdjęć, a nie jest to przecież kolekcja jedyna. Od samych początków rozwoju fotografii tubylcy byli szalenie atrakcyjnym przedmiotem dla fotografów. Egzotyczne twarze i tragiczny los skazujący na nieuchronne (jak się wtedy wydawało) wyginięcie były magnesem przyciągającym z początku dokumentalistów a potem w miarę rozwoju technologii wszelkich adeptów fotografii do kraju Indian.

Kiedy w 1839 wykonano pierwszy dagerotyp we Francji i wierzono, że zapisuje tylko i wyłącznie prawdę, Pięć Cywilizowanych Plemion z południowego wschodu USA wysiedlono przymusowo do Oklahomy. Wkrótce potem w 1842 założono American Ethnological Society (AES), organizację która miała na celu dokumentowanie „znikającej” tubylczej ludności.

Początkowo zdjęcia Indian były robione przez białych dla innych białych – w każdym razie dla nie Indian – stąd podkreślanie pewnych cech fizycznych, tworzenie i utrwalanie wizerunku odpowiadającego na powszechnie panujące przekonania o „prymitywizmie” i egzotyce Indian. Zgodnie z oczekiwaniami traktowano ich przede wszystkim jako świadków mijającej, odchodzącej epoki. Klimat wielu zdjęć przenikała nostalgia i żal powodu nieuniknionego losu pięknego, ale skazanego na zagładę, przegranego ludu. Długie włosy, oryginalny strój, ozdoby, wzory malowane na ciele i twarzy, trzymana w dłoniach broń składały się na elementy ikonografii egzotycznego, fascynującego ludu, który należy „ucywilizować”.

Jak na ironię, pierwszy Indianin na fotografii, Wielebny Peter Jones, albo Kahkeqaquonaby, został uwieczniony w 1843 roku, nie w Ameryce a w Wielkiej Brytanii przez parę szkockich fotografów Davida Octaviusa Hilla i  Roberta Adamsona. Wczesne fotografie powtarzały wizerunki Indian w malarstwie. Malarz, George Catlin, podczas swej wyprawy na tereny położone na zachód od Missisipi namalował dziesiątki portretów Indian prerii, wodzów, scen z życia codziennego i religijnego i utworzył z nich „Indian Gallery” z którą  podróżował po Anglii. W 1840 roku zorganizował wystawę swych obrazów i towarzyszących jej artefaktów w Londynie. Szybko do swoich wystaw wprowadził elementy widowisk z Dzikiego Zachodu w postaci żywych eksponatów, przebranych za Indian aktorów, którzy odgrywali tańce i sceny z polowania. Widowiska takie dzięki  popularności powieści Jamesa F. Coopera były bardzo popularne. Catlin zatrudnił też prawdziwych Indian, w latach 1844-45 pracującą dla niego grupę Indian Iowa uwieczniono w Anglii na dagerotypie. Niestety nie zachował się.

Read more